Informujemy, że serwis ten wykorzystuje pliki Cookie. Aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj.

Mariusz Urbanek - Gałczyński. Kanarek w klatce

Flaga Polska 25 maja 2026, poniedziałek
Autor: Mariusz Urbanek
Wydawnictwo: Iskry
Biografie

Przeżył niespełna czterdzieści dziewięć lat. Z tego dwa lata spędził w wojsku, kolejne trzy jako urzędnik, cenzor i referent w konsulacie, potem pięć jako jeniec w stalagu. W tym czasie prawie nie pisał.



Według czarnej legendy przez resztę życia pił, miotał się i awanturował. Jednak dorobek, jaki zostawił, imponuje. Blisko tysiąc wierszy i poematów, kilka powieści, „Zielone Gęsi” i „Listy z fiołkiem”, Notatnik z Altengrabow, tłumaczenia. W tym przekład Ody do radości Schillera, dziś hymnu Unii Europejskiej.



Tak, pił, miotał się i awanturował, ale ani tak bardzo, jak pisali ci, którzy mu zazdrościli, ani tak długo, by przepić talent.

Próbowano zamknąć go w klatce. Na zjeździe Związku Literatów Polskich w 1950 roku zażądano, żeby oczyścił swoje wiersze z burżuazyjnych pięknostek. Bo tylko poezja klarownych idei trafi do ludu.

„Słuszniej byłoby, gdyby Gałczyński ukręcił łeb temu «rozwydrzonemu kanarkowi», który zagnieździł się w jego wierszach” – padło z trybuny.

– Kanarkowi można łeb ukręcić, ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy? – zapytał Gałczyński.



Pogrzeb miał skromny. Owszem, na Powązkach, ale w bocznej alejce. Trumnę, zamiast w Pałacu Prymasowskim, wystawiono w ceglanej budzie na końcu cmentarza.

– Czego wy chcecie? – zapytał Stefan Kisielewski. – Przecież to był wielki poeta, więc go musieli chować po cichu, żeby nie drażnić małych.



Powyższy opis pochodzi od wydawcy.